Coś dla ciała

Bielenda Magic Bronze – brązująca pianka do ciała

Witajcie !

Dziś na blogu kilka słów o brązującej piance do ciała Magic Bronze od Bielendy. Pomimo tego, że kosmetyk swój debiut ma już za sobą to jednak wciąż wiele kobiet zaopatruje się w niego kiedy temperatura na dworze wzrasta, a sukienki i krótkie spodenki stają się koniecznością. Czasy mahoniowej, mocnej opalenizny póki co mamy za sobą (na szczęście) to jednak nie da się ukryć, że ciało delikatnie muśnięte słońcem, tym naturalnym lub w tubce, zawsze będzie wyglądać atrakcyjniej i szczuplej. W piankę od Bielendy zaopatrzyłam się w zeszłym roku, a dziś przyszedł czas na moje subiektywne wnioski.

OD PRODUCENTA:

„Wyjątkowy produkt brązujący do ciała, pozwalający w krótkim czasie uzyskać efekt naturalnej opalenizny. Pianka już w trakcie aplikacji nadaje skórze bardzo delikatnego złotego kolorytu, który zostaje wzmocniony w ciągu 3-5 godzin po zastosowaniu*. Delikatna formuła lekkiej pianki idealnie rozprowadza się po całym ciele, pozwalając na dokładną i równomierną aplikację, co minimalizuje powstawanie smug, zacieków czy plam. Pianka jest wydajna, szybko się wchłania i pielęgnuje skórę. Efekt opalenizny utrzymuje się nawet do kilku dni*.

*efekt zależy od naturalnego kolorytu skóry, ilości zastosowanej pianki i reakcji na produkty brązujące.”

SKŁADNIKI:

Aqua (Water), Glycerin, Dihydroxyacetone, Betaine, Trehalose, Caramel, Sodium Cocoyl Alaninate, Lactic Acid, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Coco Glucoside, PPG-26 Buteth-26, Deceth-7, Polysorbate 20, Methylparaben, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.

PRZYGOTOWANIE I STOSOWANIE:

„Niewielką ilość pianki (np. 2-3 dozy na nogę) nałożyć na dłonie i równomiernie rozprowadzić na obszarze, który chcemy zbrązowić. Dla wzmocnienia efektu zaaplikować większą ilość produktu i/lub aplikację powtórzyć. Po aplikacji dokładnie umyć dłonie. Uwagi pomagające w uzyskaniu i utrzymaniu pożądanego efektu: Przed aplikacją zaleca się wykonanie peelingu, zwłaszcza łokci i kolan lub ich nawilżenie balsamem do ciała, aby zminimalizować ryzyko zbyt ciemnego odcienia tych partii ciała; na te partie ciała należy także zastosować mniejszą ilość pianki. Przed pierwszym zastosowaniem zaleca się wykonać test na małej powierzchni skóry (wewnętrzna strona przedramienia) i odczekać czas około 3-5 godzin. Przed założeniem ubrań lub kontaktem z wodą odczekać do całkowitego wyschnięcia produktu na skórze. Przechowywać w temperaturze pokojowej. Wyłącznie do użytku zewnętrznego; unikać kontaktu z oczami i błoną śluzową, w razie dostania się do oczu obficie przemyć wodą. Produkt nie zawiera filtrów SPF i nie chroni przed poparzeniami słonecznymi”.

POJEMNOŚĆ:

150 ml

CENA:

20 zł

Piankę dostępną w drogeriach typu Rossmann, Natura czy Hebe, możemy kupić w wersji do cery jasnej lub śniadej.  Ja zdecydowałam się na wersję ciemniejszą – dark skin. Dostępność jest dosyć powszechna więc nie ma problemu z jej zakupem. Produkt posiada wygodną aplikację w postaci pompki, a plastikowa buteleczka jak chyba zresztą większość kosmetyków brązujących, utrzymana jest w brązowo – złotawej tonacji. Samo używanie kosmetyku jest przyjemne i bezproblemowe ponieważ pianka fajnie się wchłania i rozprowadza na ciele, nie tworzy smug, a po odczekaniu kilku chwil od nałożenia również co ważne nie brudzi ubrań. Efekt opalenizny pojawia się po kilku godzinach, ale w moim przekonaniu jest on mało widoczny i aby go utrzymać musimy przynajmniej na drugi dzień powtórzyć całą  czynność. Na początku byłam tą pianką bardzo rozczarowania z dwóch powodów: słabego i krótkotrwałego efektu oraz nieprzyjemnego zapachu. Efekt prawdopodobnie był mało widoczny z mojej winy ponieważ pierwsze wnioski wysunęłam kiedy miałam na ciele jeszcze swoją opaleniznę, a wtedy efekt pianki nie bardzo miał się jeszcze jak przez nią „przebić’, po drugie tak jak wspomniałam czynność należy powtarzać częściej niż raz na jakiś czas – niby oczywiste, a jednak gdzieś mi to umknęło 🙂 W tej chwili używając pianki po zimie WIDZĘ super delikatny efekt, który w stu procentach mnie satysfakcjonuje. Pozostał tylko jeden minus którego nie mogę przeboleć: okropny zapach!  🙁  Za nic kąpiele, za nic balsamy zapachowe, za nic ciało spryskane perfumami – zapach jest fatalny, a ja chwilami czuje się jak spalony zakalec 😉 Mam świadomość, że wszystkie samoopalacze niezbyt ładnie pachną, ale ten jakoś wyjątkowo uprzykrza mi życie – a raczej mojemu nosowi. Biorąc pod uwagę fakt, że cena, pojemność, dostępność i efekt pianki są ok to jeszcze gdyby ten zapach jakoś szybciej się ulatniał… ech szkoda.

MOJA OCENA:

7/10 (Odejmuje punkty za bardzo intensywny, drażniący i nieprzyjemny zapach)

 

Cóż, pamiętajmy że zawsze przed nałożeniem kosmetyku brązującego musimy zrobić peeling, w przeciwnym razie możemy „dorobić” się nieestetycznych smug. Jest to absolutna konieczność! Co do pianki Magic Bronze to polecam tylko tym osobom którym nie straszny zapach spalonki 😉 Być może dla ładnego efektu jednak warto się poświęcić? To już musicie ocenić same.

Buziaki,

Martini Cosmetics :*

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *